Skoro wiosna, to wiadomo – tulipany

Po chusteczniku zostało mi jeszcze czasu i zapału na jedną zakładkę. Zakładka jest większa niż standardowe – mąż mi ją zrobił z resztki jakiejś sklejki :). Serwetkę od kogoś dostałam, a sznurek Krzyś wygrzebał z jakiegoś zakamarka u siebie w drewutniopracowni. Czyli zakładka od początku do końca jest z odzysku. No dobra, klej i lakier kupiłam, ale przecież nikt nie jest doskonały… :).

Zakładka do obejrzenia, pomacania i kupienia w gablotce w Hoteliku Oddech :).
Gdzie również pojawiły się już przepyszne domowe lody od Najs Cream.

Reklamy

Leave a comment »

Chustecznik – klasyka gatunku

Bardzo, oj bardzo dawno nie dekupażowałam. Nie mam czasu, nie mam siły, nie mam weny… Sprawdziło się, o czym mówił kiedyś jeden kandydat – „Niczego nie będzie” :). Po prostu też zmieniło mi się życie, zmieniły mi się priorytety, zmieniły się pasje… Czasem jednak mnie natchnie – i własnie wczoraj natchnęło :). W efekcie powstał klasyczny, elegancki chustecznik, bo nawet w tych eleganckich domach, za przeproszeniem, niekiedy trzeba smarknąć i chusteczki się przydają :). A do chusteczek niezbędny jest chustecznik, to przecież oczywista oczywistość…

Leave a comment »

A może by tak robić świeczki?…

…pomyślałam w zeszłym roku. A że mam długi przewód myślowy, to trochę potrwało, zanim przeszłam od planów do czynów. Nie wszystko od razu, prawda? Kupiłam więc parafinę, knoty, blaszki, zapachy, barwniki i… zaczęłam :). Przy okazji odzyskałam też resztki starych, niespalonych świeczek, których od miesięcy nie wyrzucam, bo „może się do czegoś przydadzą”. No i zyskały drugie życie w nowych świeczkach.

Na razie świeczek wyszło pięć – póki co, nie robię więcej, bo nie mam już ozdobnych słoiczków :).

Jestem przygotowana na nagłe odcięcie prądu :)!

 

Leave a comment »

Z ptaszyskami zawsze się zdąży…

…powiedziałby klasyk :). Ale uwaga, bo odlatują! Nie znam się kompletnie i nie wiem, co to za ptaszki, ale ładne. A jak ładne, to nie mogłam się oprzeć – więc zdekupażowałam. Ptasie podkładki pod kubek polecają się!

Leave a comment »

W co zapakować świąteczne prezenty?

Co prawda, nie słyszałam jeszcze w radiu „Last Christmas” (może dlatego, że słucham tylko RMF Classic?) i nie widziałam reklamy Coca-Coli (może dlatego, że nie oglądam telewizji?), ale nawet ja, w moim zabieganiu, wiem, że zbliżają się święta :). A święta, jak wiadomo, to prezenty (tak, niby tam jeszcze jakieś dzieciątko Jezus się urodziło, przynosząc nam miłość, nadzieję i odkupienie, ale kto by się tym przejmował – najważniejsze to udekorować dom i kupić prezenty! Smutne to, swoją drogą. Czerpiemy pełnymi garściami z tego, że będą dni wolne, ale dlaczego one są wolne, o tym nie myślimy…). Od jakiegoś czasu sama staram się nie wariować z tymi prezentami i zamienić je raczej na drobne upominki – i to się sprawdza :). Miło jest dostać drobiażdżek od serca, zwłaszcza ładnie zapakowany – osobiście uwielbiam pakować prezenty, nawet mam niekiedy taki irracjonalny żal, gdy obdarowany rozrywa opakowanie, próbując się dostać do sedna sprawy :). Chciałam więc dziś pochwalić się woreczkami na prezenty, uszytymi w tym tygodniu. W sam raz na świąteczne drobiazgi!

Leave a comment »

Świeczników nigdy dość

Kto nie lubi ciepłego blasku świec? Kto nie lubi posiedzieć wieczorami w ciepłym domku, pod kocykiem, jak ktoś jest szczęśliwym posiadaczem kota, to z ciepłym, mruczącym futerkiem na kolanach, mając porozstawiane po wszystkich możliwych powierzchniach  na przykład zapachowe świeczki? No właśnie :). Wszyscy lubią :). Dlatego nie ustaję w robieniu świeczników, ponieważ one zawsze się przydają :). Tym razem mam świeczniki lawendowe (lawend-lowe :)) i bluszczowe. Polecają się na prezenty!

4 Komentarze »

Czy konioholicy czytają papierowe książki?

Ostatnie kilka wieczorów poświęciłam robieniu zakładek. Wczoraj je polakierowałam po raz ostatni, dobrałam wstążki – i wio :). Można pokazywać światu :).

Zastanawiam się jednak, czy jest w ogóle sens robienia zakładek… Rozmawiałam dziś bowiem z koleżanką i jakoś zgadało się o tym, że ma ona siostrę, która uwielbia konie. A że miałam już w telefonie zdjęcie zakładki, którą chcę dziś zaprezentować na blogu – pokazałam jej, mówiąc, że idealna dla siostry :). Niestety, okazało się, że siostra czyta książki tylko w kindle… Już abstrahując od bezużyteczności w tym momencie zakładek do książki, jakoś tak smutno  mi się zrobiło, jako – starszej już, jak się okazuje – przedstawicielce pokolenia, która książki czytuje w wersji papierowej, bo inaczej sobie nie wyobraża… Mam tylko nadzieję, że są jeszcze takie dinozaury jak ja, którym „kindle” kojarzy się z knedlami, a po książki idą do księgarni, nie do MediaMarktu…

2 Komentarze »

%d blogerów lubi to: