Z ptaszyskami zawsze się zdąży…

…powiedziałby klasyk :). Ale uwaga, bo odlatują! Nie znam się kompletnie i nie wiem, co to za ptaszki, ale ładne. A jak ładne, to nie mogłam się oprzeć – więc zdekupażowałam. Ptasie podkładki pod kubek polecają się!

Reklamy

Leave a comment »

W co zapakować świąteczne prezenty?

Co prawda, nie słyszałam jeszcze w radiu „Last Christmas” (może dlatego, że słucham tylko RMF Classic?) i nie widziałam reklamy Coca-Coli (może dlatego, że nie oglądam telewizji?), ale nawet ja, w moim zabieganiu, wiem, że zbliżają się święta :). A święta, jak wiadomo, to prezenty (tak, niby tam jeszcze jakieś dzieciątko Jezus się urodziło, przynosząc nam miłość, nadzieję i odkupienie, ale kto by się tym przejmował – najważniejsze to udekorować dom i kupić prezenty! Smutne to, swoją drogą. Czerpiemy pełnymi garściami z tego, że będą dni wolne, ale dlaczego one są wolne, o tym nie myślimy…). Od jakiegoś czasu sama staram się nie wariować z tymi prezentami i zamienić je raczej na drobne upominki – i to się sprawdza :). Miło jest dostać drobiażdżek od serca, zwłaszcza ładnie zapakowany – osobiście uwielbiam pakować prezenty, nawet mam niekiedy taki irracjonalny żal, gdy obdarowany rozrywa opakowanie, próbując się dostać do sedna sprawy :). Chciałam więc dziś pochwalić się woreczkami na prezenty, uszytymi w tym tygodniu. W sam raz na świąteczne drobiazgi!

Leave a comment »

Świeczników nigdy dość

Kto nie lubi ciepłego blasku świec? Kto nie lubi posiedzieć wieczorami w ciepłym domku, pod kocykiem, jak ktoś jest szczęśliwym posiadaczem kota, to z ciepłym, mruczącym futerkiem na kolanach, mając porozstawiane po wszystkich możliwych powierzchniach  na przykład zapachowe świeczki? No właśnie :). Wszyscy lubią :). Dlatego nie ustaję w robieniu świeczników, ponieważ one zawsze się przydają :). Tym razem mam świeczniki lawendowe (lawend-lowe :)) i bluszczowe. Polecają się na prezenty!

2 Komentarze »

Czy konioholicy czytają papierowe książki?

Ostatnie kilka wieczorów poświęciłam robieniu zakładek. Wczoraj je polakierowałam po raz ostatni, dobrałam wstążki – i wio :). Można pokazywać światu :).

Zastanawiam się jednak, czy jest w ogóle sens robienia zakładek… Rozmawiałam dziś bowiem z koleżanką i jakoś zgadało się o tym, że ma ona siostrę, która uwielbia konie. A że miałam już w telefonie zdjęcie zakładki, którą chcę dziś zaprezentować na blogu – pokazałam jej, mówiąc, że idealna dla siostry :). Niestety, okazało się, że siostra czyta książki tylko w kindle… Już abstrahując od bezużyteczności w tym momencie zakładek do książki, jakoś tak smutno  mi się zrobiło, jako – starszej już, jak się okazuje – przedstawicielce pokolenia, która książki czytuje w wersji papierowej, bo inaczej sobie nie wyobraża… Mam tylko nadzieję, że są jeszcze takie dinozaury jak ja, którym „kindle” kojarzy się z knedlami, a po książki idą do księgarni, nie do MediaMarktu…

2 Komentarze »

Wiosenna zakładka na przekór jesieni

Metodą małych kroków (rozłożenie prac na kilka dni) zrobiłam ostatnio zakładkę z pięknym bzem. Serwetkę z tym wzorem miałam chyba z pięć lat, a sam motyw bzowy wycięłam jakieś dwa lata temu, bo miałam go wykorzystać na pudełko. Nie wykorzystałam, a bez się marnował. Nie lubię, jako coś się marnuje :). Więc w zeszłym tygodniu (wreszcie!) wzięłam bez na warsztat. Na przekór jesieni :).

Leave a comment »

Świecznik – coś z niczego

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić świecznik totalnie recyklingowy. Otóż powstał on z podkładki pod paletę czy z czegoś takiego – któregoś dnia mąż przyniósł taką kostkę z pracy i zapytał, czy bym nie chciała „do czegoś”. „Do czegoś” zawsze! Musiał ją tylko wyrównać, oszlifować, wyfrezować i wywiercić otwór na świeczkę. Potem gotowy już świecznik musiał swoje odstać w szafie – ponad rok, bo przecież ja nigdy nie mam czasu – aż wreszcie w  zeszłym tygodniu  nadszedł  ten  moment… A właściwie te momenty, bo nie miałam takiego luksusu, żeby któregoś dnia spokojnie usiąść i zrobić świecznik. Nie, nie ma tak dobrze! Jednego dnia malowałam. Drugiego dnia wybierałam serwetki. Trzeciego dnia kleiłam, czwartego bitumowałam, zaś piątego i szóstego lakierowałam. Jeden mały świecznik robiłam prawie tydzień… Ale jest! I całkiem niczego sobie wyszedł, że tak nieskromnie napiszę :). Co sądzicie?

Leave a comment »

Kociasty chustecznik

Niedawno odezwała się do mnie kuzynka z pytaniem, czy zrobiłabym dla niej chustecznik. Z kotem. Chusteczników z kotem z zasady nie odmawiam :). Szczęście było tym pełniejsze, że dostałam dużo fajnych kociastych serwetek i było z czego wybierać. Poświęciłam kilka nocy (teraz jest taki trend w Polsce, że ważne rzeczy robi się nocami) i wyszedł mi taki oto chustecznik. Kuzynce się podoba, jej córeczka liczy kotki (i jedną rybcię) na pudełku, dzięki czemu bez problemu udaje się jej wcisnąć kolacyjną kaszkę – wszyscy zadowoleni! I to lubię :).

Leave a comment »

%d blogerów lubi to: